Ekwipunek do długiego rejsu

Przygotowując się do rejsów dalekomorskich na jachcie, musieliśmy być przygotowani na każdą ewentualność. Od usterek sprzętowych, po warunki atmosferyczne, nie chcieliśmy by jakakolwiek sytuacja była dziełem przypadku i zostawiła nas nieprzygotowanych. Dlatego też lista sprzętu potrzebnego do pierwszego wypłynięcia z portu na daleką żeglugę powiększała się z czasem coraz bardziej, a żadna z pozycji na liście nie wydawała się niepotrzebna.

Sprzęt do rejsu dalekomorskiego

wysokiej jakości osprzęt jachtowyOprócz ilości zabranego ekwipunku, liczyła się dla nas również jego wytrzymałość i żywotność. Dlatego też nie oszczędzaliśmy na niczym, zakupując wysokiej jakości osprzęt jachtowy od renomowanych i sprawdzonych producentów. Oczywiście, pierwszym i najważniejszym elementem było radio. Podobnie jak na drodze, na morzu było nieocenionym narzędziem. Pozwalało nam na szybką komunikację z innymi łodziami w pobliżu, ale także z portami i użytkownikami na lądzie. Dzięki temu mogliśmy dowiedzieć się o złych warunkach pogodowych zawczasu, udzielić pomocy lub samemu o nią poprosić gdyby zaszła taka potrzeba, albo zwyczajnie spytać o drogę, co wcale nie zdarzało się na morzu tak rzadko. Następnym elementem były kamizelki ratunkowe. Zwykłe styrodurowe kamizelki w zupełności wystarczały by przeciętnego dorosłego mężczyznę utrzymać na powierzchni, aczkolwiek płynąc po otwartym morzu potrzebowaliśmy czegoś znacznie bardziej zaawansowanego, dlatego na podróż zakupiliśmy kamizelki z tworzywa pęczniejącego pod wpływem wody, nasączone barwnikiem, uwalniającym się po kontakcie ze słoną wodą. Taki barwnik był widoczny na morzu nawet na wiele kilometrów, i w razie wypadku ułatwiał znalezienie osoby w wodzie. Wodoodporne latarki i narzędzia do ewentualnych napraw silnika czy kadłuba również były koniecznością, bo nieraz zdarzało się, że potrzebne były akurat wtedy, gdy nie było ich pod ręką. Do nawigacji i wyznaczania kursu mieliśmy pokładowy gps, aczkolwiek woleliśmy się zabezpieczyć, wiedząc iż urządzenia elektroniczne bywają zawodne, i na zapas zakupiliśmy mapy, osłonięte warstwą wodoodpornego silikonu, a także profesjonalne wojskowe kompasy i lornetki.

Na sam koniec, wyposażyliśmy jacht w kilka flar sygnalizacyjnych, w razie awarii i braku możliwości skontaktowania się z kimkolwiek przez radio, a szczególnie w nocy, lub we mgle, do określania położenia jachtu tak, by uniknąć kolizji z pobliskimi statkami. Oczywiście, na wielodniową podróż zabraliśmy również zapas suchych racji żywnościowych i czystej wody pitnej.