Niezapomniane rejsy na Karaibach

Mój mąż zawsze znajdywał dla nas różne atrakcje. Jeździliśmy zwiedzać inne miasta, weekendy były u nas bardzo aktywne. Wiedziałam, że nie da się z nim nudzić, mogłam polegać na jego inwencji. Dlatego podróż poślubna, która odbyła się w wakacje, z początku była dla mnie niespodzianką. Nie miałam pojęcia gdzie jedziemy i dowiedziałam się o tym dopiero na miejscu. Mąż koniecznie chciał, żebym była zaskoczona i nie spodziewała się, jakie atrakcje nas spotkają.

Nasz rejs poślubny na Karaiby

wakacyjne rejsy na KaraibachMyślałam, że oszaleję z radości, kiedy dowiedziałam się, co takiego wymyślił mój mąż. Zarezerwował nam wakacyjne rejsy na Karaibach czego kompletnie się nie spodziewałam. Myślałam, że pojedziemy gdzieś bliżej, a tu taki szok. W najśmielszych snach nie pomyślałam, że wakacje spędzę na Karaibach i to jeszcze na statku. Trochę się bałam, że ujawni się u mnie jakaś ukryta choroba morska, jednak na szczęście nie miałam z tym problemów. Bardzo dobrze się czułam. Dostaliśmy duży pokój, w pełni wyposażony, tak więc niczego nam nie brakowało. Sam statek był bardzo okazały i nie mogłam się na niego napatrzeć. Wyglądał jak z jakichś filmów lub obrazów, piękny po prostu. Taki rejs poślubny to bardzo mi się podobał. Większość czasu opalałam się. Obiecałam sobie, że moje ciało w końcu nabierze brązowego odcienia. Zawsze miałam problem z opalaniem się, bo słońce za mną nie przepadało. Tutaj było go tak dużo,  że w końcu coś na moim ciele zaczęło być widać. Cieszyłam się, bo opalenizna była przeze mnie bardzo pożądana. Mój mąż wziął ze sobą różne gry planszowe i często graliśmy w sobie coś na słońcu, lub w pokoju, gdy akurat było zimno. Wieczory były najwspanialsze, ponieważ klimat wywołany zachodzącym słońcem działał na nas niezwykle nastrojowo. Co jakiś czas robiono nam postoje, ponieważ statek musiał zaopatrzyć się w żywność, która musiała być zawsze świeża. Wtedy mogliśmy sobie trochę pozwiedzać i zobaczyć liczne atrakcje i kupić sobie jakieś drobiazgi. Ja nakupowałam kosmetyków oczywiście i dwie sukienki.

Nie miałam pojęcia, że mój mąż wymyśli dla nas takie aktywne i wspaniałe spędzanie czasu. Sama lepiej nie wymyśliłabym naszej podróży poślubnej. Jak widać, mogę polegać na niego w takich kwestiach. Bawiliśmy się wyśmienicie. Gdy przyszedł czas powrotu i trzeba było się już pakować i wychodzić ze statku, poczułam ukłucie w brzuchu. Nie chciałam wracać, ponieważ przeżyłam tam najlepsze chwile w życiu. Mąż obiecał, że kiedyś pojedziemy w rejs znów, na przykład na jakąś naszą pełną rocznicę.